przez CPSAGRADO

ROZUMIEJĄCE POZNANIE DRUGIEGO CZŁOWIEKA

Ktokolwiek napotkał piękno innego, kogo piękno to dotknęło do żywego, ten wie od samego początku, że owo piękno jest pięknem ludzkim. Człowiek, którego widzę, jest piękny spojrzeniem, swobodą ruchów, wrażliwością na świat, mową, smutkiem, radością, zamyśleniem, płaczem, wewnętrznym zdziwieniem, wyniosłością, pokorą i pogardą.

Problematyka poznania drugiego człowieka jest dość rozległa i zróżnicowana, choć na pozór wydaje się, że żyjąc wśród ludzi poznajemy swoje możliwości i granice w odkrywaniu prawdy o innych. Co to znaczy, że poznajemy drugiego? Czy nie jest tak, że wcześniej coś o tym drugim założyliśmy?

W ujęciu neopozytywistów, aby poznać człowieka wystarczy go mieć przed sobą i z pozycji zewnętrznego obserwatora, w sposób wolny od emocjonalnego zaangażowania, uczynić go przedmiotem własnego opisu. Dzięki temu możliwe jest budowanie teorii, budowanie hipotez w konsekwencji zdobyciu nad człowiekiem władzy i kontroli. „Instrumentalne traktowanie drugiego ma miejsce zawsze tam, gdzie podstawą relacji jest ja, a bycie z drugim jest wyznaczone przez – czasem bardzo subtelną formą – potrzeby posiadania.”

Tak rozumiane poznanie jest co najwyżej obserwowaniem i może służyć do poznawania przyrody, człowiek jest istotą wolną, aktywną, otwartą na świat i zawsze „wykracza poza wszelkie ramy nadawanych mu określeń.”

Aby poznać człowieka w tym kim on jest i kim się staje, trzeba się z nim „spotkać”, angażując przy tym swoją egzystencję. Spotkanie stanowi specyficzny typ relacji między ludźmi i jest szczególnie ważne dla rozwoju, gdyż jest źródłem doświadczeń aksjologicznych i agatologicznych.

„Człowiek – jako osoba – może dopuścić innego do poznania siebie, lub temu poznaniu postawić zaporę nie do przebycia”. Opoczyńska podkreśla, że istotnym warunkiem spotkania i poznania drugiego człowieka jest czysta wzajemna miłość, rozumiana jako szczególny stan zaangażowania emocjonalnego i uczestnictwa w egzystencji drugiego, o którego się troszczę.

Miłość ta nie jest tylko „współprzeżywaniem” odkrytych w drugim osobowych aktów, ale także ich „współdokonywaniem”. Jak podkreślają egzystencjaliści, człowiek ciągle się staje, więc i poznanie kierowane miłością: „nigdy nie zatrzyma się przy jakimś obrazie jako swoim zwieńczeniu, ale stale poszukuje w drugim nowych, nieznanych jeszcze możliwości, które wzbogacają go i czynią nawet piękniejszym.”

W spotkaniu na płaszczyźnie dialogu we wzajemnej „grze” pytań i odpowiedzi realizuje się rozumienie. „Rozumienie jest ciągłym rzutowaniem odkrywanych sensów i wartości i ich rewizją”. Tę sztukę „zapytywania” człowieka, na gruncie współczesnej nauki nazywa się hermeneutyką. W świetle hermeneutyki, istnienie człowieka wypełnia się dzięki rozumieniu i właśnie rozumienie jest podstawą poznania. Heidegger dowodził, że człowiek żyje rozumiejąc i nie może żyć inaczej. W rozumieniu hermeneutycznym według Diltheya, „dochodzi do poznania nie indywidualnych stanów psychicznych osoby, lecz sensu obiektywnych związków sytuacji, w jakiej znalazła się dana osoba.” Takie krytyczne, pozostające poza emocjonalnymi zniewoleniami rozumienie, pozwala wykorzystać wszystkie siły intelektualne i duchowe, by wniknąć poza sferę zmysłową i dotrzeć do tego, co niezmysłowe. Dla zrozumienia człowieka podstawową wydaje się być reguła hermeneutyczna: Całość – Część, określająca istotę paradygmatu rozumiejącego. Znaczenie zdarzeń w życiu człowieka odkrywamy dzięki rekonstrukcji przeszłości oraz oglądowi planów na przyszłość. Rozumienie ma strukturę spirali, gdy osiągnie cel najdalszy, wraca, lecz nie tą samą drogą, lecz wraca odmienione bogactwem wiedzy. Każde zdarzenie zmienia człowieka jako całość, zmienia jego postrzeganie świata, postawy wobec ludzi. Ich sens może zostać odczytany tylko w kontekście życia danego człowieka, który w konfrontacji z własną subiektywnością buduje indywidualne rozumienie świata i siebie.

Nie jesteśmy jednak zdolni poznać całej prawdy o drugim, pozostanie on tajemnicą, gdyż to co najważniejsze leży poza granicami możliwości poznawczych człowieka. Świadomość tych granic chroni przed naiwną wiarą w potęgę nauki i sprzyja terapeucie wykształceniu w sobie otwartej postawy wobec drugiego człowieka.
Dorota Oboza, 2001r.